poniedziałek, 15 grudnia 2014

Ciasto z jabłkami, marchewką, orzechami włoskimi i cynamonem


Ktoś by mógł słusznie pomyśleć, że u mnie w tym roku na blogu tak jakoś mało świątecznie jest. Ja jednak lubię piec to na co mi przyjdzie chęć i nie zawsze ulegam zbiorowej gorączce na pierniki i makowce itp. (choć bardzo je wszystkie lubię) i to tylko dlatego, że wszyscy masowo je pieką. Tak się składa, że tradycyjnych wypieków nie brakuje na wielu blogach to macie w czym wybierać a ja skupie się na tym co mi chodzi po głowie ;) Z dala o tłumu, zgiełku, zamieszania i ... fleszy eheh. Będę sobie na to wszystko z boku patrzeć. No i co? 
U mnie to jeszcze jabłka w lodowce sobie leżą i czekają na coś słodkiego z ich udziałem, to nie mogłam przecież ich "zawieść" ;) a ciasto, które Wam prezentuje pojawiło się w jednym włoskim czasopiśmie i to w najnowszym numerze na następny rok! (Tak tak to nie pomyłka w kioskach można kupić od paru dni numer styczniowy na 2015). No to ja kupiłam i zaraz musiałam wypróbować jakiś przepis. Także kochani już "świeżej" i bardziej aktualnie nie może po prostu być :P

Ciasto z jabłkami, marchewką, orzechami włoskimi i cynamonem

Składniki:

  • 225 g mąki pszennej
  • 100 g marchewki startej na małych oczkach tarki
  • 40 g orzechów włoskich, siekanych lub zmielonych niezbyt drobno
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 jajka
  • 20 ml mleka
  • 150 g cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 100 g masła, roztopionego
  • 3 małe jabłka (najlepiej takie co to "pieką się" szybko podczas kontaktu z wysokimi temperaturami; )
  • 10 g dżemu morelowego
  • cukier puder (ile trzeba - opcjonalnie)

Procedura:

Nastawić piekarnik na 180°C. Tortownicę 22 cm wyścielić papierem do pieczenia bądź natłuścić. Do jednej miski przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i wymieszać z 120 g cukru trzcinowego i cynamonem. W drugiej misce rozbełtać jajka z mlekiem, dodać startą marchewkę i orzechy oraz roztopione i przestudzone masło. Następnie wsypać suche składniki (na jeden raz - jak zwykle robi się to przy muffinkach) i szybko rozmieszać, tylko do połączenia - nie ucierać zbyt długo. Przelać gotową masę do tortownicy. Obrać jabłka, przekroić je na pół i usunąć gniazda nasienne. Ostrym nożem ponacinać od wypukłej strony (lepiej dość głęboko i cienko - wtedy lepiej się upieką - ale nie należy przecinać ich do samego końca) i ułożyć na cieście, lekko przycisnąć. Posmarować po wierzchu dżemem (jeśli jest gęsty można go lekko podgrzać) i posypać równomiernie pozostałym cukrem trzcinowym. Piec w 180°C przez ok. 40 min. lub do tzw. suchego patyczka. Wyjąć i ostudzić. Przed podaniem można dodatkowo (choć nie jest to konieczne) oprószyć ciasto cukrem pudrem.


 ŹródłoWłoski miesięcznik "Cucinare bene" - Styczeń - n° 1 - Rok 2015



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Promienne ciasto z jabłkami


Wolnymi kroczkami nadchodzi zima. Dni robią się coraz chłodniejsze i jakby ciemniejsze. U mnie ostatnio pada bez końca albo jest mgliście lub po prostu pochmurno. Ani jednego małego promyczka słońca nie widać... Drzewa potraciły już swoje kolorowe liście i nawet ten miłorząb japoński, co tak w parku dumnie się zażółcił, musiał pogodzić się ze swoim nieubłaganym losem... Nie należy jednak wpadać w chandrę i zły humor. Jeżeli takowy macie to jest dla Was dzisiaj wyjątkowa propozycja na niezwykle ciasto z jabłkami, które z pewnością wniesie na Wasz stół dużo dużo słońca. Może niekoniecznie tego prawdziwego ale będzie bardzo wesołe, słodkie no i należycie promieniste! W sam raz na zbliżające się radosne Święta Bożego Narodzenia :)

Promienne ciasto z jabłkami

Składniki:
  • 250 g mąki pszennej wysokobiałkowej Manitoba
  • 125 g masła
  • szczypta soli
  • 800 g jabłek
  • 150 ml mleka
  • 8 g proszku do pieczenia (ciut więcej niż 1 łyżeczka)
  • 1 łyżeczka ekstratu wanilii
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 2 cytryny
  • 3 jajka
  • 100 g cukru
  • cukier puder do posypania wierzchu (ile trzeba) 
  •  
Procedura:

Ubić na puszysto masło, jajka, cukier, wanilię i sól. W osobnym naczyniu przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia a potem na przemian z mlekiem dodawać ją stopniowo do masy z masła i jajek, mieszając bez przerwania. Dodać skórkę otartą z 2 cytryn. Tortownice 26 cm wyścielić papierem do pieczenia i przelać do niej gotowa masę a sam wierzch wyrównać za pomocą szpatułki. Obrać jabłka i usunąć z nich gniazda nasienne. Następnie pokroić na plasterki nie za cienkie (można je skropić sokiem z cytryny, aby nie ściemniały) i pionowo ułożyć w okrąg na cieście, zaczynając od zewnątrz i tworząc przy tym dwa okręgi. Posypać po jabłkach cukrem trzcinowym i piec ciasto przez około 55 min. (przed wyłączeniem piekarnika lepiej sprawdzić stan pieczenia wykałaczką). Wyjąć ciasto z piekarnika, odczekać jakieś 10 min. a następnie wyjąć z formy i całkowicie ostudzić. Przed samym podaniem posypać cukrem pudrem wedle własnego upodobania.

piątek, 21 listopada 2014

Futbolowe whoopie pies


Mój mąż obok piłki nożnej jest wielkim fanem futbolu amerykańskiego. Każdej niedzieli wieczorem, od kiedy rozpoczął się "regular season", nasza kanapa zamienia się w swego rodzaju trybunę kibica, skąd uważnym okiem śledzić rozgrywki ulubionych (a także tych nieco mniej lubianych) drużyn. Nieraz oglądając te mecze przychodzi chętka na przegryzienie jakiego "małego czegoś". Czy to będzie coś słonego czy słodkiego - nieważne! Grunt, żeby ukoić napięte "nerwy" na czas oczekiwania na wielkie zwycięstwo lub niestety (jak to się też nieraz zdarza) na bolesną porażkę. No dobrze ja aż tak bardzo sportem się nie emocjonuję ale mogę chociaż postarać się wyobrazić sobie jak to jest ;) I tak sobie właśnie przy okazji pomyślałam, że zrobię ciasteczka przypominające wyglądem piłki owalne do futbolu amerykańskiego. Wyszukałam w necie jeden świetny przepis na whoopie pies, który lekko zmodyfikowałam (link do źródła jak zawsze poniżej pod przepisem). No i co? Wyszły ciacha słodziutkie, mięciutkie (bardzo przypominają w smaku i konsystencji industrialne biszkopty nadziewane rożnymi kremami mlecznymi, dawane nieraz dzieciom na podwieczorek) i piękniutkie. W sam raz na futbolowe kibicowanie ;)


Futbolowe whoopie pies

Składniki:

Na biszkopciki:

  • 85 g masła,
  • 5 łyżek kakao
  • 165 g cukru
  • 220 ml mleka
  • 1 jajko
  • 300 g mąki
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • szczypta soli

Na krem i dekoracje:

  • 350 g mascarpone
  • 3-4 łyżki płynnego miodu (np. z kwiatu pomarańczy lub akacjowego)
  • 50 g białej czekolady, w kawałkach

Procedura:

Papierem do pieczenia wyłożyć najpierw 3 blachy.W mniejszej misce wymieszać kakao, mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól. Piekarnik nastawić na 180°C. W większej misce zmiksować masło z cukrem na puszysty krem. Dodać jajko i ekstrakt, i zmiksować. Dodawać na zmianę mieszankę mąki i mleko, w trzech partiach. Masę przełożyć do rękawa cukierniczego z dużą okrągłą tylką i wyciskać na blachę kulki o średnicy 3-4 cm, zostawiając kilka centymetrów odstępu między nimi. Drewnianą wykałaczką formować z kulek piłki futbolowe. Lepiej zrobić "rogi" nieco dłuższe, ponieważ w czasie pieczenia ciastka trochę urosną i przy delikatnych wydłużeniach "rogi" będą słabo widoczne. Piec gotowe biszkopciki przez 10 min. W międzyczasie przygotować drugą blachę. Gdy druga będzie się piekła ostrożnie ściągnąć arkusz papieru z biszkopcikami z pierwszej blachy, odłożyć do wystygnięcia, a w tym czasie przygotować trzecią blachę. Biszkopty ostudzić całkowicie. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce ustawionej na średniej mocy. Odczekać aż czekolada zacznie lekko tężeć i da się nią "pisać", potem przelać ją do pisaka zdobiącego (ewentualnie woreczka foliowego lub rękawa cukierniczego z okrągłą, malutką tylką) i zrobić szwy na połowie biszkoptów. Przygotować krem: w misce zmiksować mascarpone z miodem. Wypełnić nim rękaw cukierniczy ze średnią okrągłą tylką lub tą o kształcie gwiazdki i kolistymi ruchami wyciskać krem na drugą połowę biszkoptów po ich wewnętrznej stronie (chodzi o te bez szwów). Przykryć połówkami ze szwami.


 Źródłohttp://sweetcorner8.blogspot.it/2013/05/whoopie-pies-futbolowe.html
                z małymi modyfikacjami



wtorek, 11 listopada 2014

Alzacka tarta z jabłkami


Nie wiem dlaczego dopiero teraz zamieszczam ten przepis bo korzystałam już z niego niepoliczalną niemalże ilość razy i do tego jeszcze zanim zdecydowałam się na założenie bloga! Jak dla mnie to jest zdecydowanie najlepsza i najsmaczniejsza tarta jabłkowa - mój mąż również podziela to zdanie ;) Ciasto przyjemnie kruche i zarazem delikatne podtrzymuje aromatyczne, waniliowe nadzienie na bazie jajek, jogurtu naturalnego i oczywiście obowiązkowo jabłek. Ktokolwiek wymyślił tę tartę był (jest) prawdziwym geniuszem i znał się na rzeczy... no bo stworzyć taką wspaniałą kompozycję smakową! Co tu więcej pisać? Bardzo się cieszę, że alzacka tarta z jabłkami trafiła wreszcie i na mój stół ;) Gorąco Wam ją polecam!


Alzacka tarta z jabłkami

Składniki:

Na spód:
  • 250 g mąki pszennej
  • mała szczypta soli
  • 2-3 łyżki śmietany lub gęstego jogurtu naturalnego
  • 130 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę

Nadzienie:
  • 2 jabłka, które należy obrać, wydrążyć gniazda nasienne i pokroić na cienkie plasterki
  • 50 g mąki pszennej
  • 2 jajka
  • 100 g drobnego cukru do wypieków
  • 180 g gęstego jogurtu naturalnego
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej

Procedura:

Z podanych składników na spód zagnieść ciasto - wyrabiać dokładnie acz nie za długo.
Okrągłą formę do tart o średnicy ok. 26 cm wylepić ciastem i p
onakłuwać widelcem. 
Wstawić gotowy spód do piekarnika nagrzanego do 200°C i piec ok. 12 min. Powinien bardzo delikatnie się zrumienić – warto sprawdzić stopień upieczenia po ok. 8 - 10 min.
W tym czasie przygotować nadzienie. Zmiksować jajka z cukrem, jogurtem, wanilią i mąką na gładką masę bez grudek. Na podpieczonym spodzie ułożyć plasterki jabłek – należy je układać w okrąg. Następnie wlać na jabłka masę jogurtową. Wstawić do gorącego piekarnika i piec ok. 40 min. ( u mnie 35 min.) Po upieczeniu ostudzić.


wtorek, 4 listopada 2014

Muffiny dyniowe z nadzieniem


Chyba wszyscy już pozamykali sezon dyniowy a u mnie wciąż jest bardzo dyniowo :) Nie wiem co tak często łączy się dynię wyłącznie z obchodami Halloween skoro to zacne i pokaźnych rozmiarów warzycho jest takie wytrzymałe ;) No bo dynia jeśli odpowiednio przechowywana "pociągnąć" może spokojnie i do grudnia (przynajmniej tak mi to tłumaczył mój teść, który to co tydzień "podkłada" mi mały-duży upominek ;) No więc lepiej nacieszyć się dynią póki czas. A czas jej właśnie jeszcze nie minął. 
Kochana, kolorowa jesień wciąż trwa i nie może obyć się bez ślicznych, pomarańczowych barw dyni :) Ona wciąż pozostaje majestatyczną królową ogródka! ;) Nie skazujmy jej tak szybko na abdykację ;) Dziś dla odmiany mam dla Was coś słodkiego (żegnamy się z dyniowym pieczywem w tym roku) i bardzo pysznego :) Spośród wielu przepisów na dyniowe muffinki, rozproszonych po wszelakich blogach, wybrałam do przetestowania ten oto tutaj (link do oryginału jak zawsze na dole przy źródle). Być może podkusiła mnie obecność nadzienia lub po prostu ładne zdjęcia na blogu, z którego pochodzi przepis. Sama nie wiem... Jedno jest pewne - te muffinki są znakomite! Upiekłam je już ze 2 razy i na tym chyba nie koniec! ;)


 Muffiny dyniowe z nadzieniem

Składniki:

Składniki suche:

  • 230 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika
  • szczypta soli
  • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej (w oryginale 1 płaska)

Składniki mokre:

  • 130 g cukru trzcinowego
  • 200 g puree z dyni (aby uzyskać puree należy pokroić dynię na kilka mniejszych części, usunąć gniazda nasienne lecz już nie obierać ze skóry; tak przygotowaną dynię włożyć do naczynia żaroodpornego z pokrywką, np. brytfanki lub zwyczajnie ułożyć dynię na blaszce od piekarnika ale pozawijać dokładnie folią aluminiową każdy kawałek i piec w 180°C przez ok 1 h. , po upieczeniu usunąć skórę i zmiksować gotowy miąższ blenderem lub przepuścić przez praskę, ewentualnie ubić tłuczkiem do ziemniaków. Można też dynię ugotować na parze; w tym celu należy ją obrać dodatkowo ze skóry i pokroić w kostkę i gotować do miękkości)
  • 150 ml oleju
  • 2 jajka

Nadzienie:

  • 100 g naturalnego serka (takiego do smarowania, byle nie topionego) lub ricotty
  • 2-3 łyżki cukru pudru (w zależności od upodobania i od tego czy serek jest mocno czy słabo słony)

Kruszonka:

  • 2 łyżeczki cukru trzcinowego
  • 1 łyżka masła
  • 3 łyżki mąki
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu


Procedura:

Najpierw wymieszać serek z cukrem pudrem, małą łyżeczką nałożyć 12 porcji serka na tackę wyłożoną folią aluminiową i całość wstawić na 1-2 h do zamrażalnika (lub zrobić to dzień wcześniej tzn. zostawić na całą noc). Składniki kruszonki wymieszać, utrzeć w palcach, tworząc grudki i wstawić do lodówki. Kiedy serek się zmrozi, nastawić piekarnik na 175°C i wyłożyć formę papilotkami. Puree z dyni wymieszać z cukrem, wbić jajko, wlać olej – połączyć przy pomocy trzepaczki (nie miksować). Mąkę przesiać do innej miski, razem z solą, sodą i przyprawą do piernika. Wsypać suche składniki do mokrych i całość wymieszać na gęste, zwarte ciasto. Do papilotek rozłożyć po równo połowę ciasta dyniowego. Wyjąć z zamrażarki porcje serka, zdejmować z folii i kłaść na ciasto w papilotkach, na wierzch rozłożyć resztę ciasta, przykrywając całkowicie serek – ciasto jest zwarte, więc nie wypłynie z papilotki, nawet jeśli będzie go trochę więcej. Wierzch ciasta posypać kruszonką.Wstawić formę z muffinami do piekarnika i piec 30 minut – w połowie obrócić formę, by równomiernie się upiekły. Upieczone muffinki wyjąć od razu z piekarnika, zostawić na 5 min. w formie, po czym przełożyć na kratkę, by ostygły.

czwartek, 30 października 2014

Chałka dyniowa


Po bułeczkach przyszła i pora na chałkę :) Coś pociągnęło mnie ostatnio bardziej na dyniowe pieczywo niż na ciasta, ale co się tu dziwić skoro "drożdżowe" komponuje się z dynią tak wspaniale. I tak już od dawien dawna chodziła za mną taka oto pomarańczowa, pięknie wyrośnięta, słodka chałeczka. Może za parę chwil Was też najdzie? Lepiej sobie zanotować przepis by być przygotowanym na czas... ;)

Chałka dyniowa

Składniki:

  • 440 g mąki pszennej chlebowej
  • 7 g suszonych drożdży
  • 55 g cukru 
  • 125 ml ciepłej wody
  • 150 g puree z dyni (aby uzyskać puree należy pokroić dynię na kilka mniejszych części, usunąć gniazda nasienne lecz już nie obierać ze skóry; tak przygotowaną dynię włożyć do naczynia żaroodpornego z pokrywką, np. brytfanki lub zwyczajnie ułożyć dynię na blaszce od piekarnika ale pozawijać dokładnie folią aluminiową każdy kawałek i piec w 180°C przez ok 1 h. , po upieczeniu usunąć skórę i zmiksować gotowy miąższ blenderem lub przepuścić przez praskę, ewentualnie ubić tłuczkiem do ziemniaków. Można też dynię ugotować na parze; w tym celu należy ją obrać dodatkowo ze skóry i pokroić w kostkę i gotować do miękkości)
  • 1 jajko
  • 70 ml oleju słonecznikowego
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 1,5 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • mleko na glazurę (ile trzeba)

Procedura: 

W misie mieszamy drożdże, wodę i cukier. Dodajemy jajko, puree, olej, wanilię, sól i większość mąki. Wyrabiamy ciasto dodając stopniowo pozostałą mąkę. Ciasto wyrabiamy kilka minut, tak aby było elastyczne i miękkie. Odstawiamy pod przykryciem w naoliwionej misce na około 1 - 1,5 h. Ciasto ma podwoić swoją objętość (można też tak jak ja wyrobić ciasto w maszynie do chleba - program "dough"). Po tym czasie ciasto dzielimy na 3 części i z każdej robimy wałek. Łączymy uzyskane 3 wałki zaplatając je jak warkocz. Powstanie nam w ten sposób 1 spora chałka. Przenosimy ją na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Przykrywamy i odstawiamy na 40-50 minut do ponownego wyrośnięcia.Wyrośniętą chałkę smarujemy mlekiem i pieczemy w 180°C przez ok. 30 - 40 minut. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy na kratce.

niedziela, 26 października 2014

Dyniowe bułeczki


Jesień to jak najbardziej czas dyni. Na moim blogu nie mogło jej oczywiście zabraknąć. Co więcej wyrabianie dyniowego ciasta to frajda. Jest takie "inne", takie żywo pomarańczowe naturalnie kolorowe można by rzec, więc sam jego widok  przynosi niemałą radość. No dobrze. Widziałam ostatnio na rożnych blogach parę przepisów na dyniowe bułeczki i najbardziej zachwycił mnie ten, który dziś Wam prezentuje. Świetny, oryginalny pomysł na przygotowanie dekoracji bułeczek. Jak dla mnie prawdziwe dzieło sztuki! ;) Nic tylko patrzeć i podziwiać no i jeśli się już napatrzyło to ... ZJEŚĆ! :)

Dyniowe bułeczki

Składniki:
  • 260 g mąki pszennej wysokobiałkowej Manitoba
  • 260 g mąki tortowej
  • 250 g puree z dyni (aby uzyskać puree należy pokroić dynię na kilka mniejszych części, usunąć gniazda nasienne lecz już nie obierać ze skóry; tak przygotowaną dynię włożyć do naczynia żaroodpornego z pokrywką, np. brytfanki lub zwyczajnie ułożyć dynię na blaszce od piekarnika ale pozawijać dokładnie folią aluminiową każdy kawałek i piec w 180°C przez ok 1 h. , po upieczeniu usunąć skórę i zmiksować gotowy miąższ blenderem lub przepuścić przez praskę, ewentualnie ubić tłuczkiem do ziemniaków. Można też dynię ugotować na parze; w tym celu należy ją obrać dodatkowo ze skóry i pokroić w kostkę i gotować do miękkości)
  • 7 g suchych drożdży lub 25 g świeżych
  • 1 łyżeczka cukru
  • 100 ml letniej wody 
  • 1 łyżeczka soli (lub więcej w zależności od upodobania)
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego lub oliwy z oliwek

Procedura: 

Jeśli używacie świeżych drożdży, należy najpierw zrobić zaczyn: pokruszyć drożdże do miski i rozmieszać je z 50 ml letniej wody i 3 łyżkami mąki i odstawić w ciepłe miejsce na 10 do 15 minut, przykryte ściereczką. (UWAGA: wodę i mąkę odejmujemy od składników przepisu! 
Wymieszać obie mąki (i ewentualnie suche drożdże, jeśli takie używamy), dodać puree z dyni i olej. Wlać rozczyn ze świeżymi drożdżami i rozpocząć pracę. Następnie dodać sól i pozostałą wodę i dalej wyrabiać (można też tak jak ja wyrobić ciasto w maszynie do chleba - program "dough" ale tylko samo wyrabianie bez opcji leżakowania). Kiedy ciasto wchłonie dobrze wszystkie składniki i stanie się gładkie i miękkie, uformować z niego okrągły bochenek i umieścić w dużej misce. Przykryć ściereczką i wstawić do piekarnika z włączonym światełkiem (nie ustawiamy żadnej temperatury; To jeszcze nie jest pieczenie!), na czas tzw. leżakowania i podwojenia objętości ok. 2-3 godzin (jeśli robicie ciasto w maszynie do chleba polecam Wam również przenieść ciasto do piekarnika i tam pozwolić mu rosnąć). 
Gdy tylko ciasto podwoi swoją objętość, wyjmijcie je z piekarnika i podzielcie na ok. 9 części, każda po 100 g i uformujcie okrągłe bułeczki. Jeśli chcecie możecie je upiec takie jakie są (oczywiście po dodatkowym leżakowaniu przez jakieś 30 min.) lub jak ja nadać bułeczkom sympatyczny kształt dyni: potrzebujecie w tym celu nici do gotowania np. lnianej  i wiążecie przy jej pomocy każdą bułeczkę i zaciskając równocześnie tak aby nić wcinając się w ciasto tworzyła 8 wypukłych ćwiartek a sama bułeczka przypominała z wyglądu małą dynię. Dla ułatwienia sobie pracy dobrze jest lekko naoliwić nitkę, aby nie przyklejała się zbytnio do ciasta (jeśli macie problem ze zrozumieniem  procesu postępowania zawsze możecie zerknąć na zdjęcia z oryginalnego linku, który znajdziecie pod przepisem). 
Gotowe bułeczki układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i przykryte ściereczką odstawić na 30 min. do ponownego podwojenia objętości. Po tym czasie, można piec je w piekarniku nagrzanym do 180°C przez ok. 25 min. Wyjąć i ostudzić na kratce. Przed zjedzeniem oczywiście usunąć nici. 

wtorek, 21 października 2014

Babeczki sowy


Sowa to dość tajemniczy nocny ptak, który zawsze wzbudza ciekawość. Wystarczy wspomnieć chociażby fakt, iż sowy mimo nieruchomych i wąsko osadzonych oczu, radzą sobie doskonale z rozglądaniem się wokół siebie, dzięki możliwości obracania głowy nawet o 270 stopni! (prawie 135 stopni z każdej strony). Raz miałam okazje to zweryfikować na żywo i byłam wręcz oszołomiona. To naprawdę sprawia wrażenie! 
Tradycyjnie sowy uosabia się często z mądrością, wiedzą i środowiskiem uniwersyteckim (atrybut Ateny - greckiej bogini mądrości), ale także jak w niektórych krajach kojarzą się one w niektórych wyjątkowych okolicznościach z pechem (np. we Włoszech przy okazjach meczów piłkarskich kibice obawiają się tzw."guffaty" - to taki przesąd związany z zapeszeniem, typu stwierdzenie dobrego wyniku jeszcze przed zakończeniem rozgrywek, co jak wierzy się, powoduje odwrotny, negatywny skutek - "gufo" to właśnie po włosku "sowa"). Ok. Jakby nie było dla mnie sowy są bardzo sympatyczne i kiedy tylko natknęłam się w Internecie i książkach na babeczki w formie sów nie mogłam przejść obok nich obojętnie i zabrałam się do roboty, choć wielką fanką babeczek nigdy nie byłam ;) No cóż jak to mawiają kobieta zmienną jest! :P

 Babeczki sowy

Składniki:

  • 60 g masła
  • 60 g di cukru
  • 1 duże jajko
  • 80 g di mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
  • 10 g gorzkiego kakao
  • 70 ml mleka
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • szczypta soli
  • 50 g gorzkiej czekolady 70%
  • kakaowe markizy industrialne przekładane białym kremem (np. Oreo lub Ringo Black) - ile trzeba
  • żółte i brązowe drażetki (np. Smarties lub  M&M's) - ile trzeba


Procedura:

Masło i cukier utrzeć na puszysto. Dodać jajko a potem kolejno przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i kakao, mleko, wanilię, sól i wymieszać wszystkie składniki. Rozprowadzić ciasto w formie muffinkowej, wyłożonej uprzednio papilotkami (powinno wyjść ok. 8 babeczek) i wypełniając każdą papilotkę do połowy jej wysokości.
Piec w temperaturze 180°C przez 10 - 15 minut. Wyjąć z piekarnika i ostudzić, a potem jeśli to konieczne, ściąć wypukłą górę babeczek tak aby były płaskie i by można było na nich umieścić dekorację. Tymczasem stopić czekoladę w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce ustawionej na średniej mocy.
Przygotować dekorację: markizy podzielić na pół tak, aby jedna część była z kremem, a druga bez. Części bez kremu przekroić ostrożnie nożem na pół. Posmarować jedną babeczkę roztopioną czekoladą i przykleić do niej obok siebie 2 ciasteczka z kremem, tworząc w ten sposób oczy; potem u góry przymocować 1 przepołowione ciasteczko bez kremu na kształt brwi. Na końcu przykleić do ciasteczek z kremem brązowe drażetki jako źrenice i jedną żółtą gdzieś u dołu, pomiędzy ciasteczkami z kremem, co będzie robiło za dziób. W ten sposób postępować z wszystkimi babeczkami . Przed podaniem poczekać aż czekolada dobrze stwardnieje co ustabilizuje dekoracje. Dla szybszego efektu można w tym celu umieścić babeczki w lodówce.

Źródło: Przepis na babeczki - lekko zmieniony - pochodzi z książeczki "Dolcetto o scherzetto" znalezionej we włoskim supermarkecie Esselunga natomiast sama inspiracja do upieczenia (a raczej do dekoracji) tych babeczek zbudziła się we mnie dzięki 2 linkom:
http://www.mojewypieki.com/post/babeczki-sowy
http://www.domowe-wypieki.pl/przepisy-muffinki-i-babeczki/604-przepis-na-babeczki-sowy


środa, 15 października 2014

Tarta z jabłkami


Jesień to zdecydowanie moja ulubiona pora roku a także najlepszy czas na dogadzanie sobie wypiekami wszelakimi z udziałem jabłek. Tak się składa, że właśnie jakoś ciężko mi sobie odmówić szarlotek, tart, strudli itd. Przepadam za wszystkim co jabłkowe, choć za jedzeniem surowych jabłek to już nie ;) Ostatnio wzięło mnie na taką oto tartę z jabłkami. Bardzo prostą i nieskomplikowaną w smaku. Zdecydowanie moooccno jabłkową i nie za słodką :) Link do źródła inspiracji  jak zawsze poniżej.


Tarta z jabłkami

Składniki:

Na spód:
  • 250 g mąki
  • 125 g zimnego masła
  • szczypta soli
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka wody

Na mus i dekorację wierzchu:
  • 6 jabłek
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 4 łyżki cukru

Na syrop:
  • 2 łyki wody
  • 4 łyżki cukru

Procedura:

Mąkę mieszamy z solą. Dodajemy posiekane w kostkę masło oraz jajko. Szybko wyrabiamy gładkie ciasto. W razie potrzeby dodajemy do niego 1 łyżeczkę wody (lub więcej). Ciasto wałkujemy pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia na grubość 3 mm. Ciastem wylepiamy formę o średnicy 26 cm. Spód ciasta nakłuwamy widelcem, formę wkładamy do lodówki na 30 min.
Obieramy, czyścimy i kroimy w kostkę 3 jabłka. Umieszczamy je w garnku, dodajemy 4 łyżki cukru i 3 łyżki wody. Gotujemy od czasu do czasu mieszając przez około 15 minut, aż jabłka zmiękną a nadmiar płynu odparuje. Zdejmujemy z ognia, dodajemy ekstrakt, mieszamy. Ugotowane jabłka rozgniatamy spodem łyżki na gładki mus. Na spód od tarty nakładamy przestudzony mus jabłkowy. Pozostałe 3 jabłka obieramy, czyścimy, kroimy w cienkie plasterki. Na musie układamy okrąg z jabłek. Ciasto wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180°C i pieczemy przez około 50 min. Ciasto odstawiamy do ostygnięcia. Przygotowujemy syrop: w garnku umieszczamy 4 łyżki cukru i 2 łyżki wody. Podgrzewamy mieszając, aż cukier się rozpuści. Przy pomocy pędzelka smarujemy jabłka przygotowanym syropem.

niedziela, 12 października 2014

Crème caramel


Crème caramel jest jednym z tych deserów, za którymi wszyscy przepadają (a przynajmniej tu we Włoszech). Uwielbiają go zarówno dzieci jak i dorośli. 
I nietrudno się dziwić, bo to prawdziwie królewski smakołyk. Urzeka swoją delikatną, lekką i miękką konsystencją jak i samym słodkim waniliowo-karmelowo-mlecznym smakiem i oczywiście przyjemną dla oka kompozycją barw. Z tego co wyczytałam tu i tam. Crème Caramel nazywany jest też "mlekiem portugalskim" i właściwie to stąd mógłby się wywodzić, choć zalążków tego wyśmienitego deseru trzeba szukać jeszcze w antycznym Rzymie, kiedy to serwowano go bardziej jako aromatyczny krem i to wcale niesłodki; dopiero w Średniowieczu wpadnięto na znakomity pomysł aby nieco go właśnie "osłodzić" (aczkolwiek wówczas miodem). Dotrwały do naszych czasów deser stał się bardzo znany w świecie ( warto chociażby wspomnieć o krajach Ameryki Południowej, w szczególności o Meksyku gdzie Crème Caramel jest dość powszechny, prawdopodobnie dzięki samemu Krzysztofowi Kolumbowi). Jak by nie było Crème Caramel nosi ostatecznie imię francuskie, prawdopodobnie związane jest to z silnymi tradycjami przygotowywania tego deseru w południowej Francji w rejonie miasta Tuluza. Wracając do Włoszech to na półkach supermarketów można znaleźć nawet gotowe mieszanki  do zrobienia sobie Crème Caramel  w domu  (być może w Polsce też są? ktoś wie?) ale ja polecam wam bardziej zrobienie tego deseru z  pierwszorzędnych, zdrowych składników. Szczególnie że wbrew pozorom to wcale nietrudne a i unikniecie całej tej "sproszkowanej chemii" typu, spulchniacze, konserwanty, barwniki itp. W sumie warto się nauczyć!  Gorąco zachęcam ;)

Crème caramel

Składniki:
  • 250 ml mleka
  • 100 ml śmietany kremówki 36%
  • 2 jajka
  • 1 żółtko
  • 65 g cukru +  dodatkowo 75 g do karmelu
  • 1/2 laski wanilii (można zastąpić ekstratem )
  • 2 łyżki wody (opcjonalnie)
  •  
Procedura:

Wlać mleko do rondla, wrzucić pół laski wanilii i powoli doprowadzić do wrzenia. Zdjąć z ognia i odstawić na 30 minut, aby mleko nabrało waniliowego aromatu (jeśli pragnie się uzyskać bardzo intensywny zapach pozostawić wanilie w zagotowanym mleku na dłużej). Następnie dodać śmietanę kremówkę (nie ubijaną!) do przestudzonego mleka. W międzyczasie na krotko ubić jajka z cukrem (65 g). Usunąć laskę wanilii z mleka a następnie wolnym strumieniem wlewać mleko do mieszaniny z jajek, filtrując je jednocześnie przy pomocy sitka a całość mieszając.
Przygotować karmel: w garnuszku z grubym dnem umieścić cukier (75 g) i ewentualnie dodać 2 łyżki wody; "topić" cukier do momentu, aż otrzymamy lekko ciemnawy,
złoty karmel. Gdy tylko jest gotowy natychmiast przelać go do 4 indywidualnych foremek ( u mnie foremki o średnicy 8 cm i głębokości 4 cm), rozprowadzając go szybko i równomiernie po całej ich powierzchni, aż zacznie zastygać - uważać aby się nie poparzyć! Do tak przygotowanych foremek wlać teraz mieszaninę mleka i jajek. Foremki ułożyć w większym naczyniu żaroodpornym, zawierającym wrzącą wodę dochodzącą do 1/3 wysokości formy. Piec całość w piekarniku, w kąpieli wodnej przez ok. 25 minut. w temperaturze 160 ° - 170 ° C, aż Crème caramel się zetnie. Następnie wyjąc foremki z naczynia z woda i pozostawić je do ostudzenia w temperaturze pokojowej a potem włożyć do lodówki na minimalnie 4 h. Przed podaniem odwrócić pojedyncza foremkę do góry nogami, potrząsnąć nią nieco aż Crème Caramel "wyskoczy", ześlizgnie się na talerzyk (jeśli nie macie jeszcze nabytej wprawy w wyjmowaniu z form takich delikatnych deserów, pomocne może być lekkie obkrawanie deseru nożykiem dookoła, wzdłuż ścianek foremki albo zanurzenie spodu samej foremki na kilka sekund w gorącej wodzie).   

Źródło: Włoska książeczka z serii"Quaderno di cucina" dodatek do włoskiej gazety "La Repubblica", książeczka nr 19 "Un cucchiaio di dolcezza"



wtorek, 30 września 2014

Tort z tęczą


Moja pociecha ma już 2 latka :) Jak ten czas leci! Jeszcze wczoraj maleńki niemowlaczek co to cały świat widział w mamie a teraz podrośnięty dobrze chłopczyk co to chce wszystko sam robić! ;) W ramach wielkiego, małego, urodzinowego świętowania postanowiłam zrobić tort z ... tęczą! :) Mignęło mi gdzieś na kilku blogach parę postów z tą iście bajkową dekoracją, ale ciężko było mi się zdecydować, który wariant wybrać, bo w każdym przepisie coś mi nie pasowało. Ostatecznie "skleciłam" moje ciasto idealne z 3 rożnych przepisów (co i skąd wzięłam w linkach poniżej). I tak oto wygląda tort z tęczą w moim wyobrażeniu. Jak dla mnie piękny i niezawodny - dal mi dużo satysfakcji i co istotne bardzo smakował wszystkim moim znajomym i oczywiście mojemu małemu solenizantowi! :)


Tort z tęczą

Składniki:

Na biszkopt:
(Możecie go upiec dzień wcześniej)
  • średnich jajek w temperaturze pokojowej
  • 150 g cukru
  • 130 g mąki
  • 20 g mąki ziemniaczanej lub skrobi kukurydzianej
Na krem z nutella i mascarpone:
  • 147 g nutelli
  • 210 g mascarpone
  • 45 ml śmietany kremówki 36%, płynnej nie ubitej
Dodatkowo:

  • 200 g konfitury malinowej bez cukru lub niskosłodzonej

Na poncz:
  • 150 ml letniej wody 
  • 1 łyżka soku z cytryny lub więcej
  • 3 - 4 łyżeczki cukru, w zależności od upodobania

Na dekoracje:
  • 200 ml śmietany kremówki 36% do ubijania
  • 1 opakowanie utrwalacza do śmietany (10 g) - opcjonalnie
  • 250 g mascarpone
  • łyżka cukru pudru
  • kolorowe drażetki typu Smarties lub M&M's (ile trzeba)
  • kilka pianek Marshmallow w kształcie białych kwiatów (np. Haribo  Marshmallow Flower)
  • srebrne i złote perełki

Procedura:


Wbijcie jajka do obszernej miski i rozbełtajcie je lekko. Dodajcie cukier i ubijajcie mikserem na najwyższych obrotach, bardzo długo i starannie, aż do momentu kiedy masa stanie się jasna, błyszcząca i puszysta (zajmie to Wam ok. 15 minut). Dodawajcie teraz stopniowo przesiane obie mąki i ostrożnie mieszajcie łopatką (już nie mikserem!) od góry do dołu aby masa nie opadła. Przygotujcie tortownice 22 cm, wysmarujcie ja tłuszczem e oprószcie mąką lub wyłóżcie papierem do pieczenia. Przelejcie do niej gotową masę, starając się rozprowadzić ja równomiernie po całej tortownicy. Przy pomocy łopatki wyrównajcie tez wierzch masy, jednak bardzo delikatnie. Umieśćcie tortownice w nagrzanym piekarniku do 170°C i pieczcie tak przez ok. 10 minut a następnie podnieście temperaturę do 180°C i pieczcie jeszcze przez kolejne 20 minut. (możecie dla pewności sprawdzić patyczkiem). Wyjmijcie z piekarnika i odczekajcie jakieś 10- 15 min. a następnie usuńcie obręcz tortownicy i zostawcie tak biszkopt do całkowitego ostudzenia ( jeśli nie macie dużego doświadczenia z pieczeniem i jest problem z wyjęciem biszkoptu z formy, wystarczy jedynie obkroić całe ciasto dookoła gdy jest ono jeszcze w tortownicy - krojąc np. nożykiem wzdłuż obręczy; wtedy bez problemu je wyjmiecie bez obawy o uszkodzenie).
Przystąpcie teraz do przyrządzenia kremu z nutellą i mascarpone: Przy pomocy łopatki wymieszajcie krótko nutelle i mascarpone, dodawajcie stopniowo płynną śmietanę kremówkę (nie ubijaną!) tak aby uzyskać pożądaną konsystencję masy. Przekrójcie biszkopt na 3 blaty i nasączcie pierwszy krążek 1/3 części przygotowanego ponczu. Rozsmarujcie na nim cały krem z nutellą i mascarpone i przykryjcie to drugim krążkiem biszkoptu; znów nasączcie połową pozostałego ponczu a następnie posmarujcie po wierzchu konfiturą malinową. Ułóżcie trzeci krążek i także ten nawilżcie resztkami ponczu. Cały tort lekko przyciśnijcie od góry, aby warstwy się do siebie nieco zbliżyły (nie przesadzajcie jednak bo "uciekną" Wam obie masy ;).
Przystąpcie teraz do wykonania dekoracji tortu: ubijcie na sztywno zimną śmietanę razem z cukrem pudrem i utrwalaczem do śmietany, a następnie połączcie ją ostrożnie z mascarpone. Posmarujcie dokładnie cały biszkopt, łącznie z bokami. Na końcu ułóżcie na torcie dekoracje z kolorowych drażetek tworząc tęczę i zróbcie chmurki z marshmallow ( przekrójcie na pół jeden piankowy kwiatek, lekko go ściśnijcie aby przypominał chmurkę i połóżcie na torcie, gdzieś pod tęczą), pomiędzy chmurkami możecie tez wyłożyć kilka złotych i srebrnych perełek. Gotowe! Dekoracje najlepiej jest robić tuz przed podaniem żeby uniknąć ryzyka iż kolorowe drażetki "puszczą" kolor i tort stanie się przez to mniej estetyczny. Tort należy przechowywać w lodówce.


ŹródłoPrzełożenie:  http://gotowaniecieszy.blox.pl/2014/05/Tort-dla-dzieci.html
                 Dekoracja: http://najsmaczniejsze.pl/2014/04/tort-z-tecza/
               Biszkopt:  przepis klasyczny - na 1 jajko przypada 30 g cukru i 30 g mąki


piątek, 19 września 2014

Gruszkowy cobbler z cynamonem


Ku uciesze jednych a ku rozczarowaniu drugich zamykam sezon gruszkowy na moim blogu (przynajmniej narazie). Czas pogrzebać za czym innym. ;) I tak gruszki w tej ostatniej odsłonie jawią się jakby "zawieszone" pomiędzy deserem "łyżeczkowym" a ciastem. Nie wiedzieć gdzie to zaklasyfikować. Owy cobbler, ponoć amerykański, jest w smaku dość rustykalny i banalny; to tak jakby owoce w cieście naleśnikowym. Niby przypomina francuski clafoutis, ale jakoś (jak dla mnie) jest od niego zbyt odległy i zdecydowanie mniej delikatniejszy. Jakkolwiek by nie było cobbler robi się łatwo i jest dobrym pomysłem wypróbować go zwłaszcza, gdy ma się  w lodówce "zasiedziane" gruszki, które trzeba szybko zużyć ;)  Do dzieła!

 Gruszkowy cobbler z cynamonem

Składniki:


250 g mąki
135 g cukru
150 g masła (w oryginale 200 g)
400 ml mleka
6 dojrzałych gruszek
sok z cytryny (ile trzeba)
1 łyżeczka mielonego cynamonu
2 łyżeczki proszku do pieczenia (10 g)


Procedura:

Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne, pokroić wzdłuż każdą na 6 kawałków i skropić sokiem z cytryny, aby ściemniały. Do dużej miski przesiać mąkę i proszek do pieczenia a potem dodać 90 g cukru, wymieszać. Dodać następnie 120 g miękkiego masła i zagniatać całość ręcznie do momentu otrzymania konsystencji okruchów. Partiami wlewać teraz mleko, mieszając drewnianą łyżką lub szpatułką, aż ciasto będzie jednolite a wszystkie składniki dobrze się połączą. Umieścić resztę masła w formie o wymiarach 20 x 24 cm (u mnie kwadratowa forma o boku 21 cm) i rozpuścić je w ten sposób w nagrzanym piekarniku w temp. 180 ° C. Wyjąć foremkę z masłem i przechylając ja na boki rozprowadzić po całej jej powierzchni roztopiony tłuszcz. Natychmiast przelać do niej ciasto i ułożyć na nim gruszki, brzuszkami do dołu. Posypać je równomiernie pozostałym cukrem, wymieszanym z cynamonem. Włożyć foremkę do piekarnika i piec cobbler przez ok. 45 min. w 180°C. Podawać na ciepło lub na zimno.

Źródło: Włoskie czasopismo: Cucina moderna Oro "ABC delle torte" Nr 107 - 2014


piątek, 5 września 2014

Brownie z gruszkami


Już od jakiegoś czasu korciło mnie aby wypróbować jeden przepis na brownie. Chciałam upiec je w sezonie truskawkowym ale jakoś mi to umknęło... Najważniejsze, że już jest - co prawda jesienią - ale przecież gruszki doskonale się z nim komponują - zarówno kolorystycznie jak i smakowo. Ciasto wyszło takie jak powinno; przyjemnie wilgotne i delikatne, nieco piankowe. Cos wspaniałego! Upiekłam je już dwa razy. Zdjęcia na bloga musiałam zrobić właściwie za drugim razem bo po tym pierwszym to o brownie nie było już ani widu ani słychu... :) To takie ciasto - widmo. Jest i za chwile go nie ma. Niespodziewanie gdzieś znika... zanim zdążę je sfotografować... :P



 Brownie z gruszkami

Składniki:

  • 100 g masła
  • 100 g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 100 g zmielonych orzechów laskowych
  • 60 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka wina likierowego Marsala
  • 4 średnie jajka
  • szczypta soli
  • 4 mocno dojrzałe gruszki
  • sok z cytryny (ile trzeba)

Procedura:

Foremkę kwadratową o boku 21 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Gruszki obrać, przekroić na pół i wydrążyć nasiona, polać sokiem z cytryny, aby owoce nie ściemniały; można owoce ponacinać aby lepiej się upiekły. Piekarnik nagrzać do 180°C. Masło roztopić z czekoladą w kąpieli wodnej (lub jak ja w mikrofalówce). Wlać Marsalę i ostudzić. W tym czasie ubić żółtka z cukrem, dodać przestudzoną masę czekoladową i wsypać zmielone orzechy. Białka ubić ze szczyptą soli i dodać w trzech partiach do pozostałych składników; mieszając ostrożnie łopatką od góry do dołu. Ciasto przelać do foremki i ułożyć gruszki. Pieczemy ok. 20-30 min. aż gruszki będą miękkie, a patyczek wetknięty w ciasto suchy. Studzimy.